Wieści z AustraliiRSS wpisów RSS komentarzy

O tym, co porabialiśmy zimą

Blog został bardzo zaniedbany, to fakt. Umówmy się, że to przez naszą osowiałość podczas zimy w Melbourne, choć nie do końca jest to prawdą. W międzyczasie wydarzyło się trochę. Dwa razy odwiedziliśmy Sydney i okolice, pierwszy raz z czystej ciekawości i chęci dogodzenia naszym ciałom i duszom, drugi raz trochę z przymusu, ale taka odmiana to zawsze czysta przyjemność.

Sydney, opera

Sydney, pod operą

Udaliśmy się też na weekendową wycieczkę do Warrnambool, dokąd wieloryby przypływają zimą by tu urodzić swoje maluchy. Wrażenie niesamowite zobaczyć taką wielką płetwę raz co jakiś czas wyłaniającą się spośród fal!

Warrnambool, wieloryb

Widzieliśmy również paradę pingwinów na Wyspie Filipa, takich malutkich, maciupeńkich pingwinków, które codziennie wieczorem, tuż po zachodzie słońca kończą na plaży swoją niezmordowaną wędrówkę w oceanie w celu poszukiwania pożywienia. Aby je zobaczyć należy cierpliwie obserwować morskie fale. Co rusz pojawia się jakaś kolejna maleńka główka i widać trzepotanie skrzydełkami. Gdy pingwinków zbierze się już spora grupa, zaczynają one biec przez plażę w kierunku wydm, gdzie znajdują się ich gniazda. Wygląda to bardzo uroczo i zabawnie. Zdjęć pingwinków niestety nie mamy, bo fotografowanie było surowo zabronione, gdyż podobno je odstrasza.

Kookabura w Koala Conservation Centre
Koala Conservation Centre

A zupełnie niedawno, bo w ostatni weekend udaliśmy się do samego Centrum Australii, tzw. Red Centre. I o tym będzie następny wpis!

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • TwitThis

Brak komentarzy

Skomentuj