Wieści z AustraliiRSS wpisów RSS komentarzy

Lodowiec Fox i przeprawa przez przełęcz Haast

To, na czym najbardziej nam zależało kolejnego poranka, to ujrzenia i sfotografowanie krystalicznego odbicia Mount Cook w jeziorze Matheson, popularnej wizytówki Nowej Zelandii w niemalże wszystkich folderach promujących Południową Wyspę. A zadanie nie jest łatwe, gdyż Mount Cook ma to do siebie, że jest dość kapryśny i upodobał sobie znikać w otchłani chmur przez większość czasu. Z kempingu zebraliśmy się o 8 rano, gdyż rankiem szanse na złapanie widoku są największe. Spacer dookoła jeziora należy do bardzo przyjemnych i jest właściwie dostępny dla wszystkich bez względu na wiek i kondycję fizyczną. Po drodze jest kilka punktów widokowych, nas zwabił jeden o nazwie „Widok widoków”, w którym postaliśmy chyba trochę za długo, bo szczyt Mt Cook po jakiś 10 minutach wyczerpał swój limit na dobra pogodę i zaczął z nami pogrywać. Gdy dotarliśmy do właściwego miejsca skąd można podziwiać lustrzane odbicie góry w tafli jeziora, Mt Cook schował się nam za chmury już na dobre i tylko wytrwałość Tomka pozwoliła mu na uchwycenie kilku dobrych fotek. Uprzedzam, nie widać jednak na nich całego szczytu Mount Cook! :)

Odbicie Mt Cook w jeziorze Matheson

Mt Tasman i Mt Cook

Po tak przyjemnej rozgrzewce i obowiązkowej przerwie na kawę z zapierającym dech w piersiach krajobrazem w gratisie pojechaliśmy do Fox Glacier. Z broszurki otrzymanej w DOC (Department of Conservation, nowozelandzki odpowiednik National Parks of Australia) wybraliśmy półtoragodzinny spacer przez las deszczowy do Chalet View, punktu obserwacyjnego na wylewający się jęzor Lodowca Fox. Las deszczowy po drodze do lodowca Fox Droga przez las deszczowy wymagała już nieco większej sprawności fizycznej, gdyż momentami szło się dość ostro pod górkę, a największym wyzwaniem było przejście w stylu zrób-to-sam przez wartko płynący górski strumień. Strumień po drodze do lodowca Fox Na szczęście poziom wody w strumieniu był umiarkowany i po podjęciu kilku nieudanych prób oraz powtórnym przemyśleniu strategii udało nam się ostatecznie stanąć suchą stopą po drugiej stronie wody. A stąd już kilka kroków do obiecanej nagrody. I naprawdę, wierzcie mi lub nie, w chwili gdy weszliśmy na drewniany podest, szumnie nazwany Chalet View, oboje zareagowaliśmy na raz szepcąc „O, wow!” Widok był naprawdę niesamowity. Coś, czego wcześniej po prostu nie widzieliśmy. Przed nami rozpościerał się wąwóz, z wysokimi, pionowymi skałami, pokrytymi śniegiem, a w centralnym miejscu przed nami z gór wylewał się ogromny, przerażająco wielki jęzor lodowca, który w dolnej części wąwozu zamieniał się w górską rzekę o lazurowym kolorze. Lodowiec Fox Coś fantastycznego! Faktura, chropowatość lodowca, powodowała że jego kolor zmieniał się pod wpływem natężenia światła, połyskując w słońcu lekko niebieskawym odcieniem, bieląc się gdy słońce znikało w chmurach. W dolnej części sprawiał wrażenie trochę już wytartego, szarego lodu, a to zapewne za sprawą coraz większej ilość odłamków skał, które niósł ze sobą schodząc coraz to dalej, niżej w dolinę.

Lodowiec Fox

Lodowiec Fox

Lodowiec Fox

Tego dnia postanowiliśmy spać tuż za przełęczą Haast w niewielkiej osadzie Makarora, która jest bazą wypadową dla osób szukających ekstremalnych wrażeń w Syberia Experience czy innej wyprawie, która rozpoczyna się krótkim przelotem wysoko w góry, do miejsca kompletnie odciętego od cywilizacji. Drogę do Mount Aspiring National Park urozmaicaliśmy sobie robiąc przystanki przy kolejnych punktach widokowych. Okazało się, że i Nowa Zelandia ma odpowiednik australijskich Apostołów, bardzo malowniczy Knights Point tuż przed samym Haast Pass.

Knights Point

Spacer po wydmach niedaleko Knights Point

Udało nam się również przejść półgodzinny spacer wzdłuż wydm morenowego Jeziora Moeraki otoczonego wyjątkowym lasem wydmowym. Sceneria z punktu widokowego zachęcała do chwili refleksji i podziwiania natury. Gdybym była ornitologiem, z pewnością nie chciałabym się stamtąd ruszyć przez najbliższe kilka dni. No chyba, że miejscowe sandfly’e miałyby nieco odmienne plany co do mojej osoby ;-)

Spacer po wydmach niedaleko Knights Point

Wodospad po drodze do Mt Aspiring Nt Park

W samym Mount Aspiring National Park przy drodze jest mnóstwo wodospadów, do których podejście nie zajmuje więcej niż 5 minut. Głodni i zmęczeni dotarliśmy na nasze pole biwakowe, w kuchni przygotowaliśmy wyśmienite naleśniki z nutellą i bananami, zamieniliśmy kilka słów z Holendrem, który do złudzenia przypominał nam Dawida :) i udaliśmy się na zasłużony spoczynek.

Dodaj do:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • TwitThis

4 komentarzy

4 komentarzy do “Lodowiec Fox i przeprawa przez przełęcz Haast”

  1. Ania sty 22nd 2010 12:01

    Fotki rewelacja! Zwłaszcza 2 pierwsze :) Od razu wiedziałam, że będziemy musieli tam wrócić.

  2. krzemo sty 27th 2010 11:36

    Ech… A nam tu zima tyłki wymraża :-) Drugi miesiąc mrozów i nie odpuszcza. A jeszcze niedawno piliśmy razem kawę w Pellegrinis :-)

  3. Lukasz Pełka kwi 3rd 2010 00:41

    niektóre fotki wręcz bajkowe

  4. Marcin kwi 7th 2010 07:06

    Widok widoków wymiata :-) Super, że udało si Wam trafić na tak bezwietrzną pogodę…
    No i NZ bajkowa.

Skomentuj