Grand Prix Australii
W Melbourne w dniach 26-29 marca odbywały się zawody Formuły 1, Grand Prix Australii. Ponieważ nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć bolidów na żywo, postanowiliśmy wziąć udział w tej imprezie. Dodatkowym impulsem była możliwość kibicowania naszemu reprezentantowi – Robertowi Kubicy. W tym celu nabyliśmy wejściówki już z miesięcznym wyprzedzeniem. Warto było się pospieszyć, ponieważ załapaliśmy się na okolicznościowe smycze a także mapę terenu zawodów.

Bolid Roberta Kubicy
Należy napisać kilka słów o miejscu, gdzie w Melbourne odbywają się wyścigi Formuły 1. Jest to Albert Park, którego znaczącą część stanowi jezioro. Wokół wody biegnie tor, który na co dzień jest zwykłą jezdnią dla najzwyklejszych aut, motocykli, rowerów! Kilka miesięcy temu jadąc tamtędy na rowerze, gdybyśmy nie wiedzieli, nigdy byśmy nie pomyśleli, że jesteśmy na torze F1. Cały park na 4 dni trwania zawodów zmienia całkowicie swoje oblicze. Stawiane są bandy, trybuny, ogrodzenia, przejścia dla kibiców nad torem, zaplecza dla dziennikarzy, ekip. Niestety tor jest ogrodzony wysokim płotem, który bardzo utrudnia widoczność i robienie zdjęć. Prac jest tak dużo, że rozpoczynają się już miesiąc dwa miesiące przed imprezą.

Albert Park widziany z Eureki
Poza główną atrakcją, czyli wyścigiem F1, odbywają się zawody w innych klasach. Nam najbardziej spodobały się australijskie mini-auta startujące w formule Aussie Racing Cars. Są to jednoosobowe samochody sięgające do pasa, ważące 450kg, posiadające bardzo oryginalne kształty i osiągające prędkośc 200km/h. Kierowca nie ma łatwego zadania, gdy chce wysiąść z pojazdu, gdyż utrudnia mu to kierownica, którą po zakończonym wyścigu po prostu wyciąga i wiesza na kołku przy szybie. Dozwolony był dostęp w miejsce, gdzie te samochodziki były garażowane i serwisowane. Dzięki temu mieliśmy okazję przyjrzeć im się z bliska. Sylwia właśnie wybiera markę i model (no i kolor oczywiście), gdyż postanowiła, że będzie takim jeździć po powrocie do Polski.

auta Aussie Racing
W dzień głównych zawodów w Albert Parku towarzyszyli nam Magda z Mateuszem i Zuzią oraz Ania z Pawłem. Była to dla nich szczególna impreza, gdyż żegnali się nią z Melbourne po rocznym pobycie. Pogoda dopisała. Atmosfera na terenie parku była piknikowa. Miałem wrażenie, że ludzie bardziej przychodzą na zawody, żeby po prostu w nich uczestniczyć, a nie żeby jak najwięcej zobaczyć. Bardzo dużo osób spędzało czas wyścigu poza bliskim sąsiedztwem toru. My ustawiliśmy się na początku na prostej, z której dobrze było widać zawodników jadących do prezentacji. Przez większą część czasu obserwowaliśmy wyścig na jednym z wiraży. Było to dobre miejsce, ponieważ samochody musiały tam hamowac i widzieliśmy je trochę dłużej dzięki temu. Robert Kubica trzymał się dzielnie na drugiej pozycji, jednak na 3 okrążenia przed końcem najwyraźniej uznał, że nie zadowoli się najniższym miejscem na podium i zaatakował drugą pozycję Sebastiana Vettela. Skończyło się to niestety przedwczesnym opuszczeniem toru przez Polaka i Niemca. Po raz kolejny sprawdziła się stara prawda informatyków, że lepsze jest wrogiem dobrego.

Robert Kubica
Impreza zrobiła na nas wielkie wrażenie. Było niesamowicie, naprawdę czuć, że ogląda się zawody na najwyższym światowym poziomie, mimo że nie miało się wcześniej dużego pojęcia o F1. Za rok na pewno wrócimy do Albert Parku na Grand Prix 2010.
5 komentarzy
[...] Polecamy relacje z dwóch imprez, gdzie byliśmy razem z Sylwią i Tomkiem – Sound Relief oraz Australian Grand Prix. [...]
Małe sprostowanie: przygotowania zaczęły się ponad 2 miesiące przed wyścigiem
A za rok nie mieliście być już w PL?
Mieliśmy i będziemy. Wyjeżdżamy zaraz po F1.
To fajnie, bo musimy się wreszcie spotkać