A kto z nami nie wypije…
W ostatni poniedziałek w stanie Wiktoria świętowaliśmy urodziny Królowej. Jak na święto przystało, poniedziałek był dniem wolnym od pracy i po raz kolejny w tym roku mieliśmy długi weekend. Tu warto wspomnieć o systemie długich weekendów w Australii. Większość świąt za wyjątkiem Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Dnia Australii i ANZAC Day są świętami ruchomymi, które z reguły „wypadają” w poniedziałki. Ma to oczywiście swoje zalety, ale również i wady. Z jednej strony po prostu wydłuża się dwudniowy weekend do trzech dni, z drugiej jednak zapomnieć można o polskim weekendzie majowym, który w skrajnych przypadkach staje się tygodniem wolnego.
Tym razem nie zaplanowaliśmy żadnych atrakcji wyjazdowych za miasto, gdyż w poniedziałek pisałam egzamin zawodowy. Organizatorom nie przeszkadzał tort ze świeczkami, które zdmuchiwała Królowa
i zmusili nas do przyjścia na egzamin o godzinie 17…

Fale, Sorrento
W tym momencie spuszczę nieco z dramatycznego tonu i przyznam, że w ramach rekompensaty poprzedni weekend spędziliśmy w Sorrento na Mornington Peninsula. Tytułem wstępu wyjaśnię, że Melbourne leży nad Zatoką Filipa, na przeciwległym końcu od jedynego przesmyku łączącego zatokę z Oceanem Południowym (Morzem Tasmana). Z jednej strony zatoka otoczona jest Półwyspem Mornington, z drugiej – Półwyspem Bellarine. Najprościej do Sorrento można dojechać samochodem podążając Princess Hwy lub wybrać publiczny środek lokomocji – pociąg miejski do Frankston, a tam przesiąść się w autobus.
My jednak w ramach uatrakcyjnienia sobie wycieczki pojechaliśmy pociągiem w przeciwnym kierunku, do Geelong, stamtąd autobusem do Queenscliff, gdzie przesiedliśmy się na prom do Sorrento. 40 minutowa wycieczka promem sprawiła nam niewiarygodną radość, tym bardziej że dzień był słoneczny, choć wiało mocno. Z promu mogliśmy podziwiać Point Nepean znajdujący się na koniuszku Mornington Peninsula, gdzie na początku ubiegłego wieku stworzono fortyfikacje w obawie przed inwazją Rosjan oraz latarnię w Point Lonsdale, na sąsiednim Półwyspie Bellarine, jedyne miejsce w okolicy Melbourne, skąd można podziwiać zachód słońca wpadającego do morza.

Sorrento, widok na ocean
Samo Sorrento okazało się uroczą, małą miejscowością wypoczynkową ze wspaniałymi pieszymi szlakami po klifach wzdłuż oceanu. Widoki były piękne, a w niektórych miejscach woda otaczała nas niemalże w 360 stopniach. Dzikie plaże, skalne formacje i niewielu spacerujących sprzyjały eksploracji miejsca. No i mieliśmy niesamowite szczęście, gdyż drugiego dnia rano nastąpił tak silny odpływ, który zdarza się tylko cztery razy w roku i odkrył skały ukryte przez resztę roku pod wodą. Mieliśmy okazję przejść z jednej zatoki do drugiej suchą stopą po dnie morza (dnia poprzedniego jedyną opcją był spacer górą, po klifach) i po drodze podziwiać baseny wodne w skałach z unikatową flora i fauną. Naszą wycieczkę zakończyliśmy pałaszując przepyszne napoleonki w miejscowej cukierni i obiecaliśmy sobie, że jeszcze z pewnością wrócimy do Sorrento nie raz.
3 komentarzy
Odplyw 4 razy w roku? a skad taka informacja?
Zobacz na to:
http://tide-times.com.au/localtime_VIC/Central_Region/Beaches/Sorrento_Ocean_Beach_(Back_Beach).html
Chodziło tutaj o najmniejsze odpływy. Odpływy są często, jednak mają one różną siłę. Ten był na tyle duży, że odsłaniał część dna, która przez większość roku jest przykryta wodą.
A no to ok
Ja tam sie nie znam 
Ale z tego zegarka skorzystalismy, jak sami tam bylismy