Lądowanie na Marsie
Siedząc w samolocie, który podchodził do lądowania w Alice Aprings czuliśmy się tak, jakbyśmy zaraz mieli lądować na Marsie. Pod nami połacie czerwonej jak ogień ziemi, raz po raz jakieś wybrzuszenia terenu, żadnej cywilizacji. Nie powiem, widok dla oka byl miły i jakże odmienny. W Alice Springs powitał nas upalny podmuch powietrza, agresywne promienie słoneczne i… płócienne baldachimy, dające chwilową ulgę w cieniu. Bardzo kameralna atmosfera!
Aby nie tracić chwili czasu Tomek pobiegł do Hertza, wypożyczalni, z której braliśmy nasze autko, a Sylwia z nieukrywanym zadowoleniem zmieniła buty z traperów na tutejsze thongs’y (czytaj: najwygodniejsze na świecie japonki! nie myl z inna częścią damskiej garderoby!)